Mojsak
lewactwo
czytactwo
biegactwo
wegaństwo
cyklizm
ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
Posts
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
Update: Jordan, jak zawsze, darł ryja przejmująco. Gatunek emo-posthardcore-punk zobowiązuje. La Dispute jednak znałem i chyba większe wrażenie zrobił na mnie jeden z 2 supportów - Kalifornijski VS Self. Jak dla mnie było to jakieś przedziwne połączenie gitarowej americany i emo-screemu. Instrumentarium super surowe: wokal/tamburyn, wokal/gitara, perkusja. Miało to w sobie porywający, świeży vibe.
Oczywiście było srogie pogo w gęsto ubitym tłumie. I jak zwykle w takich sytuacjach zagrożeniem nie są umięśnieni faceci tylko dziewczyny, które w zależności od wzrostu walą cię tyłem głowy w podbródek albo w nos. Po godzinie wycofałem się w bezpieczniejsze rejony, ciesząc się, że tym razem skończyło się bez większych kontuzji. To był dobry koncert: 8/10.
Wszyscy wiemy jak to było z dawnymi wojnami. O tym, co Putler, Pomarańczowy czy Netaniahu wyczyniają, chcemy, czy nie, słuchamy codziennie.
Ja dziś idę do Proximy posłuchać co Jordan Dreyer ma do wykrzyczenia na temat przyszłych wojen.
https://on.soundcloud.com/vFiGPg7kyPkF2Oy8PH
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
Jak pewnie u większości z nas, mój stosunek do AI ewoluował. Było zachłyśnięcie nową technologią i był sceptycyzm.
Nigdy jednak nie przeminie moja tęsknota za cudownym narzędziem do tworzenia surrealistycznych, fantasmagorycznych wizji naszego świata, czyli pierwszą wersją DALLE'a.
Tu chyba usiłowałem stworzyć retro-style fotki na jakieś firmowe SM.
Czuję, że te dzieła będą kiedyś warte gruby chajs.
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
Piękne rocznice. Marzyłem kiedyś o ZX81. A miałem dostęp tylko do Meritum Mery-Elzab (PL!) i okazjonalnie do Amstrada-Schneidera (RFN).
@mf_magazine@mastodon.mediafaro.org
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
W ramach oswajania grozy poniedziałku mam pytanie: czy ktoś z Państwa używa Funkwhale'a? Może znacie jakieś polskie instancje? Albo nie polskie ale takie, na których byłoby trochę jazzu, klasyki, muzyki współczesnej (tu: np. Stockhausen, a nie np. Taylor Swift), ew. ambientu?
Próbowałem w weekend założyć konto na open.audio, ale wciąż brak odzewu. Ktoś tam musi ponoć mnie zatwierdzić.
No i natywna apka z F-droida wydaje się być mało stabilna. Udało mi się posłuchać co-nieco na jakiejś otwartej instancji, ale wywalało mnie co jakiś czas.
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
To będzie historia osnuta na kanwie bon motu "Rób to, co kochasz, a nie przepracujesz w życiu ani godziny". I trochę kryptoreklama.
Swego czasu byłem biegaczem. Ultramaratończykiem. Jeździłem tu i ówdzie, żeby się przebiec, najczęściej po górach. A im bieg trudniejszy, tym wydawał się ciekawszy. W 2015 roku pojechaliśmy z grupą znajomych z Podlasia na Bieg Rzeźnika. 80 km z hakiem po Bieszczadach. W drodze powrotnej dopadła mnie chandra. Zacząłem jęczeć, że trzeba się tłuc szmat świata, żeby wziąć udział w takiej imprezie. W naszym regionie, poza INO (Zarzynek, Ełcka Zmarzlina), nie było żadnego długodystansowego biegu. Od słowa do słowa z narzekania zrodziła się idea, żeby samemu coś zorganizować. I tak powstał Ultra Śledź Puszczy Knyszyńskiej. Właściwie to Sljedz', bo nazwa pochodzi od podlaskiej gwary, a nie morskiej rybki. Organizacja imprezy okazała się orką na ugorze. Uzyskanie wszystkich zgód, ogarnięcie logistyki itp. zajęło mi pół roku. Ale udało się i w lutym 2016 r. pierwsza, niespełna 100 - osobowa grupa biegaczy stanęła na starcie pierwszego podlaskiego ultramaratonu. Przygarnęło nas urocze puszczańskie miasteczko Supraśl. W tym roku miała miejsce 10/11 jubileuszowa edycja. (Cowidowa była pół-oficjalna, więc niektórzy ją liczą, inni nie).
Mi wystarczyła edycja nr 1, żeby się zorientować jaką głupotą było porywanie się na to. Po raz kolejny okazało się, że przekuwanie hobby w profesjonalne zajęcie kończy się fatalnie. Kryzys biegowy wywołany brakiem czasu, związanym z organizacją biegu (to był pełnowymiarowy 2 etat!) trwa właściwie do dziś. Na szczęście dwójka przyjaciół z Supraśla przejęła ode mnie formalną organizację, zostawiając mi to, co naprawdę lubię: szlajanie się po puszczańskich bagnach i chaszczach i wymyślanie nowych wariantów tras. Dzięki nim impreza trwa, rozwija się i powiem Wam nieskromnie, że nie znam wielu wydarzeń tego typu, które miałyby podobny klimat. Na co niebagatelny wpływ ma "bankiet" kończący się zwykle dzikimi pogo - harcami.
Na zdjęciu opowiadam o początkach Śledzia.
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ
Mogłoby się wydawać, że jestem pogodzony z przemijalnością doczesnej powłoki. Nawet kuszącym wydaje się być stan niebytu. Czegóż może brakować trupowi? Łatwo się godzę z tym, że większości rzeczy, które chciałem zrobić, już nie zrobię, nie zobaczę, nie posłucham itd.
A jednak, kiedy trafiam na nowe literackie wszechświaty, ogarnia mnie rozpacz/panika/rezygnacja bo wiem, że nie mam już za wiele czasu.
Tym razem przypadkiem trafiłem na Pynchona (genialna księgarnia w Nowym Teatrze w Warszawie, z której nie potrafię wyjść z pustymi rękami!), a ten człowiek ma gest. "Tęcza grawitacji" to 800 stron drobnego druku i prozy gęstej jak poezja. Każde zdanie wymaga namysłu, skupienia, uwagi. Czuję, że czeka mnie rok pod znakiem Pynchona, chyba że zmęczy mnie jak "Ulisses" Joyce'a czy "W poszukiwaniu straconego czasu" Prousta. Po tamtych potrzebowałem kilku lat oddechu, zanim sięgnąłem po kolejne ich dzieła.
Choć książka trafiła do mnie z zupełnie innego klucza, to wpisała się w mój cykl brytyjski, który ciągnie się za mną od dłuższego czasu. Staram się poznawać kulturę miejsc, do których jeżdżę, a tak się w życiu złożyło, że lubię spędzać wakacje w zimnych krajach i najczęściej jest to właśnie UK.
No nic... znikam w cuchnących zakamarkach wojennego Londynu. Zobaczymy co z tego wyniknie.
lewactwo czytactwo biegactwo wegaństwo cyklizm ⴽⵓⵍⵛⵉ ⵢⴻⵜⵜⵏⴻⵔⵏⵉ ⵓⵍⴰⵛ ⴷ ⴰⵛⵓ ⴰⵔⴰ ⵢⴻⵇⵇⵉⵎⴻⵏ ⴰⴽⴽⴻⵏ ⵢⴻⵍⵍⴰ